Piękny, pusty ale jednak smutny Rzym

July 9, 2020

Nie byłam tutaj ostatnio bardzo obecna i tęskno mi za tym. Dużo się wydarzyło w ostatnich tygodniach oraz miesiącach, a niespodziewany brak dostępu do internetu powstrzymał mnie od wpisów na blogu przez jakiś czas (jakkolwiek, starałam się, w ramach możliwości, być aktywna na moim koncie na Instagramie).

Na sam początek, pomyślałam, aby podzielić się kilkoma słowami o rozpoczęciu lockdown we Włoszech. Obecnie granice są już otwarte, ale nadal jest daleko od tego, co było przed Covid-19.
Brak turystów oraz wszechobecnego chaosu może wydawać się wspaniałym widokiem i doświadczeniem, ale dla wielu osób nie jest on taki. Restauratorzy, hotelarze, sklepikarze, oni wszyscy cierpią z braku turystów.

Mieliśmy zarezerwowane bilety z Rzymu do Londynu. Wieczorem, w przeddzień wyjazdu, czekając na kolejny odcinek “Commissario Montalbano” w telewizji, pokazana została przemowa Premiera Giuseppe Conte. Od tego momentu całe Włochy stały się tzw. czerwoną strefą (początkowo tylko Lombardia była nią objęta). W następnej kolejności nasz lot został odwołany a samą wiadomość od lini lotniczych otrzymaliśmy kilka godzin przed przewidzianym odlotem.
Po chwili przetrawienia tej informacji rozpoczęliśmy odwoływać wszystkie spotkania i wizyty, które mieliśmy umówione w Londynie. Jako że nic już nie mogliśmy na to poradzić, poszłam pobiegać w Parku Villa Borghese, po raz ostatni zanim wszystkie parki zostały zamknięte. Nie trzeba chyba dodawać, że zaraz po tym, wszystkie centra sportowe, restauracje (które w danej chwili mogły być już tylko otwarte na porę obiadową) i praktycznie wszystkie inne biznesy również musiały zawiesić swoją działalność.

Po moim aktywnym poranku w parku postanowiliśmy dogodzić sobie spacerem na, przepyszny i niezapomniany lunch, ostatni przed rozpoczęciem prawdziwego lockdown.Udaliśmy się pieszo z naszego domu przy Piazza del Popolo w kierunku Testaccio, na najlepsze
“cacio e pepe “ i jagnięcinę w mieście w “Felice a Testaccio”. Nigdy nie zamawiam mniejszej porcji makaronu w tym miejscu, jest za dobry. Ponadto, godzinny spacer w jedną stronę pomaga w pozbyciu się wyrzutów sumienia po zjedzeniu hojnej porcji makaronu tonnarelli w kremowym sosie z sera Pecorino szczodrze doprawionym świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Wzgórze Awntynu jakkolwiek, stało się naszą obsesją oraz drogą w kierunku Testaccio.
To bardzo eleganckie wzgórze Rzymu jest jednym z najsłodszych, przytulnych i cichych zakątków Rzymu. Nie ma tam cienia sklepu, są tylko przepiękne rezydenckie wille. Do tego Ogród Pomarańczy może się pochwalić wspaniałą panoramą na Rzym, szczególnie romantyczną podczas zachodu słońca. W ciągu dnia prawie zawsze natknęliśmy się tam na podjadającą trawę udomowioną i najbardziej fotografowaną świnię.

Awentyn to miejsce, gdzie czeka się spokojnie w kolejce aby spocząć swój policzek oraz oko na drzwiach Villa del Priorate di Malta ze słynną dziurką od klucza, przez którą w niespotykanej perspektywie wzdłuż alejki ogrodów Giardini dell’Ordine można podziwiać kopułę Bazyliki Św. Piotra. Tym razem nie było kolejek, tylko my. W drodze powrotnej z naszego obiadu już w tym miejscu stał zaparkowany samochód carabinieri, rozpoczynając tym samym wprowadzenie w życie pierwszego etapu lockdown. Kolejna perełka tego wzgórza to Ogród Różany, najprzyjemniejszy dla oka w kwietniu, gdy róże kwitną i pięknie pachną. Niestety, w tym roku we Włoszech o tej porze byliśmy już w pełnym etapie tzw. zostań w domu (lockdown).

Od pierwszych dni marca do 4 maja obowiązywała zasada 200 metrów, innymi słowy dozwolone było tylko wyjście do najbliższego sklepu spożywczego lub apteki. Dalsze przemieszczanie się obejmowało podróż do pracy, względy zdrowotne lub absolutną konieczność.
Obecność policji była wyraźnie odczuwalna. Trzeba było mieć przy sobie dokument tożsamości oraz wypełniony egzemplarz “autocertificazione” przy każdym wyjściu z domu, podając informacje skąd, z jakiej przyczyny i dokąd się udajemy. I uwierzcie mi na słowo, nie było to najmilsze doświadczenie być zatrzymanym i nie mieć tych dokumentów ze sobą.

Tłumy turystów odpuściły już dobry tydzień przed wprowadzeniem lockdown. Wykorzystaliśmy ten czas i odwiedziliśmy ponownie Wzgórze Palatyńskie oraz Muzea Watykańskie w dwa oddzielne dni.
Wyszliśmy z domu w miarę wcześnie i po prostu cieszyliśmy się ze spokojnego spaceru i oczywiście braku kolejek po bilety. Mówiąc prawdę, to były jedne z najprzyjemniejszych dni w Rzymie. Naprawdę niezapomniane chwile.

Podczas najbardziej ścisłego okresu pandemii robiliśmy zakupy spożywcze prawie codziennie. Potrzeba oddechu świeżego powietrza oraz kontakt międzyludzki (w tym przypadku głównie z samymi sprzedawcami) była silniejsza od wygodnej i darmowej usługi dostarczenia zakupów do domu. Bardzo zabawnym było zaobserwować na samym początku brak jakichkolwiek kolejek na przykład do „mojego” rzeźnika, po czym już po tygodniu 20-30 minutowa linia zakupowiczów zaczęła się pojawiać. Chęć osobiście robionych zakupów oraz wymówka wyjścia z domu była już silniejsza dla wielu.
Byłam wręcz zdumiona jak efektywnie funkcjonował cały łańcuch spożywczy podczas tak trudnego i nieprzewidywalnego momentu. Nie doświadczyliśmy masowo robionych zakupów ani robienia zapasów. Być może raz spostrzegłam brak mąki 00 na półkach. Mogłoby się wręcz wydawać, że każdy posiadający wolny czas (lub nie) zamienił się w domowego piekarza. Świerze drożdże były nie do zdobycia, co akurat nie odbiegało od normalności. Nie, nie piekłam własnego chleba. Codziennie wspierałam moją ulubioną piekarnię Forno Roscioli, poza tym, uwielbiam samą drogę po świeży chleb. Moje liczne domowe posiłki na przemian zastępowałam już gotowymi (przeważnie tylko do odgrzania), z ulubionego miejsca, które nigdy nie zawodzi.

Ten czas pozostania w domu dał mi możliwość, i tak też postanowiłam go wykorzystać, do przetestowania nowych przepisów lub powrócić do tych, które od zawsze chciałam wypróbować ja np.: vitello tonnato lub doprowadzić do perfekcji tarte tatin, na której punkcie dostaliśmy obsesji.
Gościły również gnocchi z regionu Veneto z masłem, cukrem i cynamonem, cienkie plastry wieprzowe zapiekane ze szpinakiem i orzechami, gnocchi z semoliny oraz ragu z włoską kiełbasą i przyprawami (Sardynia), sycylijskie pieczone zrazy cielęce przekładne liściem laurowym,
makaron tonnarelli cacio e pepe, tatar wołowy i wiele więcej.

Każdy kraj przechodzi przez ten okres pandemii w lekko odmiennej formie, w zależności od przyjętej polityki przez dany rząd.
Dla nikogo nie był i nie jest to łatwy czas. Niektórzy obchodzili swoje urodziny w samotności. Akurat moje urodziny były w marcu, ale nie wydawał mi się to odpowiedni moment do świętowania. Jakkolwiek upiekłam tort, stracciatella pavlova, co było bardziej okazją do zjedzenia czegoś słodkiego i wypróbowania nowego przepisu. Niektórzy z nas stracili swoich bliskich, bez możliwości okazania ostatniego wyrazu szacunku i pożegnania danej osoby. Święta Wielkanocne bez rodziny nie pachniały Świętami. Rzym miał najpiękniejszą pogodę na Wielkanoc od lat, niestety można było się nią raczyć z tarasu lub tylko przez okno, w większości przypadków.
Lista być może nie ma końca. Wszyscy niespokojnie z niecierpliwością wyczekiwaliśmy stopniowego „otwarcia” granic na poszczególne regiony Włoch i kraje, z wielką nadzieją na powrót do normalności, lub tak zwanej nowej normalności.
Nareszcie nadszedł czwarty maja. Mogliśmy swobodniej poruszać się po Rzymie (obowiązywała zasada 10 km) ale pozostał nadal obowiązek noszenia dokumentów i auto-certyfikacji.
Parki ku mojemu ogromnemu zadowoleniu zostały otwarte. Nigdy nie widziałam wcześniej bardziej tłocznego parku Villa Borghese o ósmej rano. Wszystko się uspokoiło w ciągu kolejnych dni a dzieci szczególnie nie mogły się nacieszyć wolnością.

Początkowo robienie zdjęć tak naprawdę nie było dozwolone, policja często prosiła, aby przestać. Najprawdopodobniej robienie zdjęć nie zaliczało się do podstawowych potrzeb jak robienie zakupów lub pójścia do apteki. Nawet dziennikarze mieli dokładnie sprawdzane swoje licencje. Nieco później te restrykcje się złagodziły ale nie w okolicy Fontanny di Trevi. Reprezentacja policji była bardziej liczna od gromadzących się tam osób. Ponieważ przestrzeń dookoła fontanny jest wąska, celem było zapobiec jakiejkolwiek formie zgromadzenia.

Noszenie masek, przynajmniej w Lacjum, było i nadal jest obowiązkowe w przestrzeniach zamkniętych jak na przykład: sklep, środki komunikacji publicznej, muzeum lub w sytuacjach w których nie można zachować odległości jednego metra od drugiej osoby.
Następnie nadeszły daty na otwarcie innych działalności jak salony fryzjerskie oraz restauracje. Od samego rana krążyłam dookoła najbliższego salonu fryzjerskiego aby umówić nas oboje na wizytę. Udało się. Naszego szczęścia nie było umiaru. Czuliśmy się jak nowo narodzeni, odświeżeni oraz reprezentacyjni. Zarezerwowaliśmy stolik w lokalnej osterii, bardzo dobrze uczęszczanej, również tego wieczoru. Po Rzymie spacerowała Virginia Raggi (prezydent miasta) obserwując atmosferę i życząc smacznego. Czytając gazety następnego dnia, okazało się, że tylko 10% restauracji postanowiło otworzyć swoje drzwi. Nowe zasady bezpieczeństwa i brak turystów zmusiły wielu restauratorów do poczekania. Nadal niektóre restauracje są zamknięte.
Rzym w maju stał się miastem rowerzystów. Zredukowany ruch samochodowy na ulicach umożliwił spokojne i bezpieczne przejażdżki dla całych rodzin. Rzymianie mieli Wieczne Miasto dla siebie, coś wspaniałego.

Na samym początku tego nowego etapu tylko jedno miejsce na Piazza Rotonda (gdzie znajduje się Panteon) serwowało kawę i rogaliki na śniadanie. Wydaje się to może bardzo przyziemne i proste, ale szliśmy tam na kawę prawie codziennie. Było to wręcz magiczne, tylko my, kilku pracowników rządowych i Panteon. Niebawem to się oczywiście zmieniło, a niedziela niewiele się różniła od czasów z przed Covid, swobodnie mówiąc.

Nie mam zwyczaju częstego zabierania ze sobą aparatu fotograficznego. To musi byś wręcz okazja, abym go wzięła. Należę do grupy tych osób, które chodzą dużo, zabierając ze sobą telefon, klucze i kilka monet. Ponadto, aparat staje się dla mnie uciążliwy podczas infernalnego rzymskiego lata. Ale ponad wszystko, uwielbiam doświadczać dane miejsce tu i teraz, zapamiętać je w moim sercu. Skupianie się na zrobieniu „perfekcyjnego zdjęcia” psuje dany moment, jak dla mnie, nieprofesjonalnego fotografa, delikatnie to ujmując.

Osobiście uważam za nieodpowiednie dla chwili gloryfikowanie zdjęć pustych miejsc i atrakcji turystycznych podczas tak trudnego czasu, w którym się znaleźliśmy. Tak, to prawda, jest to wspaniałe doświadczenie widzieć te zazwyczaj oblegane miejsca w mieście jak Rzym puste, ale jednocześnie wiążą się one z wielkim smutkiem, za którym stoi pandemia. W mojej skromnej opinii, ciche podziwianie danego miejsca byłoby bardziej odpowiednie dla danej chwili.

W następnej kolejności zostały otwarte muzea, ale nie wszystkie, sklepy i nareszcie poszczególne regiony Włoch, dla swobodnego przemieszczanie się. Idąc z rana obejrzeć wystawę dzieł Raffaello, Dégustateur zrobił mi kilka zdjęć na pustych schodach przy Piazza Di Spagna, w ramach zapamiętania tego szczęśliwego momentu. To było tuż przed dziewiątą rano. Za pewno wiesz, że La Scalinata jest chyba najbardziej odwiedzanym miejscem w Rzymie i pełna gwaru. Na pewno przed rozpowszechnieniem się koronawirusa. Czasami było tyle ludzi dookoła, że unikałam przechodzenia obok. Na szczęście mieszkając blisko, nie przeszkadzało mi to. Schody nadal się zapełniają, aktualnie głównie w weekendy, ale też znaną przez wszystkich regułą jest to, że z rana większość miejsc jest wolnych od tłumów.

Przez przypadek nie tak dawno temu znalazłam na półce w sklepie świeże drożdże. Zawahałam się, ale kupiłam je. Niestety nie udało mi się ich wykorzystać i ze smutkiem je wyrzuciłam. Najwidoczniej mamy już mniej domowych piekarzy. Jest to pozytywny znak, sygnalizujący nadejście etapu, gdzie większość z nas może już rozwijać swoje aktywności poza murami domu.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *