Czerwone Palazzetto oraz Walentyki w Wenecji

February 13, 2021

Nasz stół jadalny, marmurowy blat do ugniatania ciasta na makaron a jednocześnie moje biurko, usytuowane jest przy najwyższych oknach jakie kiedykolwiek miałam. Okna te, ciągnące się od podłogi po sufit, szeroko otwierają się na balkon w stylu gotyckim, na którym, jak tylko się tutaj wprowadziliśmy, posadziliśmy jaśmin. Rośliny są nadal niewielkich rozmiarów, ale z czasem urosną i rozprzestrzenią się nabierając nasyconego żywego zielonego koloru przeplatanego białymi kwiatkami o urzekającej woni.

Ciemno czerwone palazzetto (małe palazzo) nad jednym z wielu weneckich kanałów stało się obecnie naszym domem. Automatycznie można sobie od razu wyobrażać dostojne pałace ciągnące się wzdłuż Canal Grande widząc przed sobą słowo palazzo (pałac). We Włoszech w ten sposób nazywa się reprezentacyjne budynki mieszkalne, ogólnie to ujmując. Nasz jest o wiele skromniejszy, ale nadal zarezerwuj sobie w myślach długi pokój typu piano nobile o wysokim, ciemnym drewnianym suficie oraz mozaikowej podłodze.

Odgłos chlupiącej wody od razu wprawia w dobry nastrój. Nie ma dla mnie nic przyjemniejszego dla ucha niż delikatny dźwięk lekko pluszczącej wody, spadającego deszczu oraz przepływających niewielkich łódek, prawie zawsze z psem na pokładzie. Ten moment jest jeszcze przyjemniejszy jak zasiadamy przy stole do posiłku lub kiedy nadrabiam zaległości przy komputerze. Pod naszymi oknami przypływają również gondole. Latem słuchałam anegdot oraz rozmów toczonych pomiędzy gondolieri oraz turystami, głównie włoskimi i w znacznie mniejszej ilości (z wiadomych przyczyn).

Wenecja obecnie jest marzeniem. Zupełnie pusta, tak piękna i romantyczna. Egoistycznie patrząc, jest to dla mnie niewiarygodnie wspaniałe i niezapomniane przeżycie. Ale niemożliwością jest też przejście obojętnie obok dewastujących skutków pandemii dotykających wszelakie biznesy.

Siedząc przy moim marmurowym biurku, moja uwaga rozpoczyna się rozpraszać z dwóch powodów. Pierwszy to relaksujący odgłos padającego deszczu. Drugi to napływające pomysły co ugotować na Walentynki. Przyznam, że nigdy tak naprawdę nie świętowaliśmy Walentynek w nadzwyczajny sposób.
W tym roku jednak, kiedy cykl dnia wyznaczany jest przez śniadanie, obiad i kolację (i niekiedy apertitivo, w zależności jaki miejsce jest czynne), postanowiłam uczynić ten dzień bardziej wyjątkowym niż w przeszłości i nieco odmiennym od codziennej typowej kolacji w domu. Na myśl nasuwa się od razu ulubiona, od niedawna, pasta Dégustatura z sosem z orzechów włoskich jako danie główne. Orzechy można przygotować sobie już wcześniej ucierając je z dosłownie odrobiną czosnku. Później dodaje się trochę wody, w której gotuje się makaron, doprawia solą, pieprzem oraz świeżymi ziołami, tworząc bardzo przytulny, pyszny i zarazem elegancki sos. Element w postaci świeżego pokrojonego pomidora nadaje zaskakującej świeżości i spaja danie w jedną całość.

Owoce morza od zawsze były i są dla nas słabostką. Z nieznanego dla mnie powodu noszą one miano czegoś bardzo wytwornego, być może dlatego, że są one bardziej skomplikowanym oraz wyrafinowanym produktem to przygotowania. Teraz mam w głowie przegrzebki, najprawdopodobniej zapiekane z małymi karczochami, polane prosecco i podane w muszlach.

Mieszkając w Rzymie udało mi się kupić przegrzebki jedynie dwa razy i ogromnie się za nimi stęskniliśmy. Jednak Walentynki przypadają w niedzielę, więc prawdopodobnie z nich spasuję.
Jakkolwiek nigdy nie miałam złego doświadczenia odnośnie świeżości kupując ryby z mojego ulubionego stanowiska na Rynku Rialto, nadal czuję lekką obawę pozostawiając rybę lub owoce morza na następny dzień (na podstawie doświadczeń z przeszłości).

Zastąpię przegrzebki ośmiornicą, z którą akurat zawsze czuję się bezpiecznie, a ponadto, wręcz gotuje się ona sama. Jedyne na co należy zwrócić uwagę to czas jej gotowania, tak, aby była miękka i delikatna. Przyrządzę ją a la Gallega, innymi słowy doprawię ugotowaną, najlepiej nadal ciepłą, pokrojoną ośmiornicę solą morską, wędzoną papryką oraz szczodrze poleję oliwą. Bezstresowe danie i jednocześnie ulubiona wersja Dégustateura.

Krzątając się jeszcze w kuchni rozpoczniemy nasz wieczór od przekąsek. Zapewne od szynki Parmeńskiej lub podobnej, przekładanej Gorgonzoli Dolce z mascarpone rozsmarowanej na kawałkach świeżego chleba o chrupiącej skórce oraz lampką prosecco (bardzo schłodzonego jak dla mnie).
Specjalna okazja wymaga specjalnego wina. Od bardzo długiego czasu chciałam spróbować białego lokalnego wina Orto di Venezia, pochodzącego z wyspy Sant’ Erasmo. Bardziej lokalnie już nie można. Butelka jest kupiona i czeka na schłodzenie. Ah, już nie mogę się doczekać tej kolacji.
Czas wybrać dolci. Jest jedno ciasto, które jest bardzo szczególne dla nas, mianowicie jest to dekadenckie mokre ciasto z roztopionej ciemnej czekolady, kremu kasztanowego i pachnące orzechami laskowymi. Kwintesencja Piemontu, smaków, które kochamy.

Podczas minionych Świąt oraz na Nowy Rok stół jadalny podczas posiłku oświetliłam wyłącznie migotającymi światełkami świec, a było ich dużo. I właśnie w ten sam sposób nakryję nasz stół na Walentynkową domową kolację, z nadzieją, że nada on tej poszukiwanej innej oraz wyjątkowej atmosfery, jaka powinna tej uroczystości przyświecać.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *