

Już jest czerwiec…..nadeszło długo wyczekiwane lato……wręcz wydaje się, że co roku to ta sama sekwencja, pierwsze truskawki z ogródka, które zawsze były wyznacznikiem (przynajmniej dla mnie) końca roku szkolnego, zboża stają się coraz wyższe i mocniejsze (dające wysokie oczekiwania na udane żniwa) wydzielając swój charakterystyczny zapach oraz zmieniając swój kolor rozpoznawalny przez tych, którzy spędzili więcej czasu lub chociaż mieli okazję być na wsi podczas late.
Każdego roku wyczekuję jednej z moich ulubionych polskich zup, botwinki, na którą buraczki są specjalnie sadzone przez moją mamę w jej ogrodzie warzywnym a do tego ogromne ilości świeżo zerwanego i posiekanego koperku, którego zapach jest dla mnie tak uzależniający jak żadne inne zioło.
Wypatruję pierwszych czereśni, które kąpiąc się w słońcu nabierają ciemnego koloru i stają się coraz słodsze każdego dnia……, które po zerwaniu znajdą swoje miejsce w “clafoutis z czereśniami”… francuskim delikatnym i lekkim cieście, wręcz perfekcyjnie nadającym się do wykorzystania letnich i wczesnojesiennych owoców.

Ale nie ma nic złego w powtarzającej się sekwencji pór roku, które od zawsze dyktują nam co jeść (przynajmniej w tych częściach świata gdzie supermarkety nie dostarczają tego samo produktu przez cały rok lub kiedy dokonujemy wyboru wybierają produkty sezonowe). Ponadto, wyczekiwanie lata, jego smaków i typowo letnich dań do których wykorzystuje się produkty w ich najlepszej formie, dojrzałe, naturalnie słodkie i pełne smaku….jest fascynujące i wręcz romantyczne.
Tak jak uwielbiam jeść i przygotowywać bardzo dobrze znane, klasyczne desery i ciasta, przy których wyrosłam, jestem otwarta na nowe kompozycje smakowe, których mam okazję spróbować podróżując lub mieszkając w obcym kraju. Nie mogę powiedzieć czy są one lepsze czy gorsze, są po prostu inne i grają równie ważną rolę w naszym menu.
W przeszłości, świeżego rozmarynu używałam tylko do dań mięsnych, rybnych lub warzywnych, aż pewnego dnia postanowiłam połączyć ten łagodnie ziemisty i sosnowy smak w tarcie z morelami i migdałami. Smaki i aromaty wręcz się uzupełniają, są delikatne, niedominujące a morele stają się miękkie ale nadal zachowujące swój kształt.

Gotowanie z czerwonym i białym winem nie jest jedynie zarezerwowane dla mięsa czy ryb, bądź risotto. Połączenie wina z przyprawami (cynamonem i goździkami), cukrem, świeżymi ziołami oraz skórką z cytryny i pomarańczy nadaje owocom takim jak gruszkom, brzoskwiniom i śliwkom aromatu charakterystycznego dla wykorzystanych składników.
Świeży rozmaryn gra po raz kolejny ważną rolę w deserze na bazie śliwek zapiekanych w białym winie, który chętnie podaję o każdej porze dnia. Ja osobiście wolę użyć śliwki, które nadal są dość twarde, ponieważ miękkie stracą całkowicie swój kształt podczas pieczenia a miąższ praktycznie się rozpadnie. Podaję tutaj moją wersję pieczonych śliwek z dodatkiem białego wina, rozmarynu, cynamonu, goździków, skórki z pomarańczy oraz cytryny.
Podczas pieczenia śliwki uwalniają swój aromat a zioła i przyprawy wzbogacają ich smak.
Wino powinno się zredukować i przekształcić w słodki i aromatyczny syrop o ciemniejszym kolorze, który nadają mu śliwki.
Pełna rozkosz się rozpoczyna dla nas kiedy do jeszcze ciepłych śliwek podaję lekko ubity ser ricotta lub mascarpone z cukrem…

Kilka lat temu podczas wakacji letnich spędziłam niezapomniane chwile u bardzo ciepłej, włoskiej rodziny, gdzie po raz pierwszy dzięki wspaniałej i bliskiej mi osobie o imieniu Rita, posmakowałam danie zwane “Macedonia”. Jest to danie składające się z owoców i zależy głównie od jakości składników, Zawsze powinny być obecne pokrojone jabłka, gruszki, banany oraz wyciśnięty sok z cytryny i pomarańczy z dodatkiem niewielkiej ilości cukru oraz wody według uznania. To tej podstawowej mieszanki możesz dodać sezonowe owoce, które najbardziej ci odpowiadają.
Ja czasami dodaję świeżej mięty oraz ulubionego dodatku do owoców jakim jest ser ricotta lub mascarpone ubity z mała ilością cukru. Wówczas owocowa sałatka przybiera innej, dekadenckiej formy, przynajmniej dla nas.

Według niektórych uznanych krytyków kulinarnych, to właśnie brzoskwinie są najpiękniejszym i najsmaczniejszym owocem.
Nie mogę się nie zgodzić. Najbardziej lubię się nimi delektować jedząc je świeże, macerowane w winie, dodane do “Macedonia” lub w koktajlacyh.
Tak na prawdę jest tylko kilka koktajli które chętnie piję. Muszą one być nieskomplikowane, dobrze zbalansowane i składać się ze składników o wysokiej jakości. Świeży owoc wykorzystany do koktajli, powinien być dojrzały i naturalnie słodki. Wówczas nie trzeba sięgać po różne dodatki w celu ulepszenia smaku a tym samym można skoncentrować się na samym smaku owocu. Jednym z tych koktajli jest Bellini (automatycznie wołający o brzoskwinie).
Sekretem do bardzo dobrego Bellini jest wybór i jakość brzoskwiń.
Ja osobiście wolę poczekać i delektować się Bellini z dodatkiem słodkich, dojrzałych i soczystych będących w sezonie brzoskwiń, co dodaje do całego romantyzmu wyczekiwania na ten pyszny i typowo letni koktail. Bellini to kreacja weneckiego baru “Harry’s Bar” z 1948 roku nawołująca do połączenia miąższu białych brzoskwiń (zastąpić je można żółtymi oczywiście) z Prosecco, włoskiego wina musującego, zdobywającego na popularności i podbijającego Europę każdego dnia. Istnieją inne włoskie wina musujące “spumante, bollicine”, które zastąpią tutaj Prosecco. Wstrzymałabym się z dodaniem szampana ponieważ Prosecco jest winem “lekkim” i nieskomplikowanym w swojej strukturze, delikatnie słodkim i tym samym perfekcyjnym połączeniem ze smakiem dojrzałej brzoskwini….
