



Nareszcie spadł deszcz. A przez deszcz mam na myśli nieprzerwane opady trwające nawet kilka dni. Ten bardzo oczekiwany moment w końcu nadszedł.
Zapewne się teraz zastanawiasz, dlaczego tak bardzo lubię wilgotną deszczową pogodę.
Tu wcale nie chodzi o deszcz sam w sobie lecz o zmieniającą się pogodę wraz z mijającymi porami roku.
Widzisz, urodziłam się i dorastałam w Polsce, gdzie żyłam zgodnie ze zmieniającymi się porami roku. Zapach młodej trawy, pierwsze przebiśniegi a po nich słoneczne żonkile, jasne kwiaty wiśni oraz świeże powietrze lasu ze swoim wachlarzem ziemistych nut, którym przygrywają odgłosy ptaków oraz zwierzyny leśnej. To dla mnie jest właśnie wiosna. Za czym również tęsknię to Polska Złota Jesień. Ciepłe jesienne miesiące ozdobione stopniowo opadającymi liśćmi, które przybierają szeroką gamę żółtych, pomarańczowych i czerwonych barw. Mogę już teraz wyobrazić sobie spacer wzdłuż majestatycznych alejek czując na sobie ciepłe złote promienie słońca, po mału gasnące ku końcowi dnia. Po jesieni nadchodzi zima, najbardziej piękna oraz zapadająca w pamięci jeżeli okryta całunem płatków śniegu. Cały krajobraz rozpoczyna nagle przypominać baśniowy i prawie surrealny obraz marzeń.
Dotychczas doświadczyłam śniegu tylko raz we Włoszech, mieszkając jeszcze w Rzymie. To było z samego rana, w pośpiechu wyskoczyliśmy z łóżka, ubraliśmy się i powędrowaliśmy z Piazza del Popolo w kierunku Piazza di Spagna, pozostawiając za sobą pierwsze ślady na nienaruszonym śniegu. Następnie przechadzaliśmy się po poprzecznie biegnących uliczkach, starając nacieszyć się momentem typu Narnia wiedząc, że ta urocza atmosfera nie potrwa długo przy rosnących temperaturach.
Poza (głównie) nagłymi i krótko trwającymi ulewami, w Rzymie padało bardzo mało. Przechodziliśmy przez długie okresy nieskazitelnie błękitnego nieba i wysokich letnich temperatur, gdzie nawet najbardziej odporna roślinność stała się żółta i następnie wyschła.
Zatem stąd bierze się moja nostalgia i wewnętrzne pragnienie przeżycia sztormów, błyskawic i całej aury otaczającej życie nad otwartą wodą. Jeżeli przeczytałaś /przeczytałeś jakikolwiek mój wpis odnoszący się do Wenecji, zauważysz, że dla mnie La Serenissima jest najpiękniejsza, atmosferyczna i majestatyczna podczas chłodnych i otulonych mgłą zimowych dni.


W drugim deszczowym dniu usiadłam przy stole znajdującym się przy wysokich gotyckich oknach z widokiem na nasz kanał i zdecydowałam aby napisać kilka słów oraz podzielić się moimi ostatnimi przygodami kulinarnymi. W chwili obecnej kolejnego lockdownu restauracje otwarte są jedynie z ofertą jedzeniem na wynos. Tak jak uwielbiam krzątanie się w mojej ulubionej przestrzeni tzn. kuchni i używanie prawie wszystkich patelni jakie posiadam, rozpoczęłam przygotowywać prostsze jednogarnkowe dania, które łatwo odgrzać następnego dnia lub te dania, które wymagają jedynie połączenia składników i ich przemieszania. Do tego znalazłam idealną formułę na przerwanie codziennego domowego rytuału gotowania. Dwa razy w tygodniu bierzemy posiłki na wynos. Jest kebab, na którego zawsze mamy ochotę, oraz kuchnia japońska z restauracji, która jest wyśmienita i praktycznie „pod domem”.
Ostatnio gotowałam dużo potraw, które są ze mną od zawsze i dostarczają nam ogromną przyjemność, ale „wyczarowywałam” także wiele innych, prostych, pełnych smaku oraz pysznych potraw będących wręcz balsamem dla duszy. Jest to stanowczy dowód na to, że jeżeli mowa o jedzeniu, często najprostsze rzeczy są najbardziej wyśmienite. Włochy oczywiście nie są wyjątkiem od tej reguły. Regionalna kuchnia włoska jest wręcz celebracją (ucztą) prostoty.
Wiele moich ostatnich kulinarnych przygód było podyktowane lokalnymi produktami, pogodą, restauracjami, w których jadłam, artykułami oraz książkami, które niedawno przeczytałam czy też programami gastronomicznymi, które obejrzałam. Rozgrzewające i syte dania (powszechnie już znane jako comfort food) takie jak: zapiekane ziemniaki przekładanie porem i parmezanem; gratin z gryczanego makaronu z boćwiną oraz serem Toma; różne gatunki mięsa wolno gotowane w sosie pomidorowym z jagodami jałowca; owoce morza oraz wybrane pokrojone ryby w sosie pomidorowym, wzbogaconym nasionami kopru rzymskiego pochodzą z programów kulinarnych telewizji BBC z udziałem Antonio Carluccio (który niestety już nie jest wśród nas). Programy te nie były mi obce, ale z całą szczerością przyznaję, że oglądając je ponownie po latach mieszkania we Włoszech bardziej je doceniam oraz wyraźniej rozumiem ich przesłanie.
Tuż przed lockdown odwiedzaliśmy często wyspę Giudecca. Przez przypadek, jak to często bywa, natknęliśmy się ns naszą obecnie ulubioną osterię. Mieliśmy zatrzymać się jedynie na aperitivo ale po chwili poprosiliśmy o talerz makaronu, jako że od razu staliśmy się głodni.
Zarezerwowaliśmy stolik na niedzielny obiad, oraz na kolejny obiad i tak dalej. Tylko lokalna kuchnia we wspaniałym wydaniu, niezwykle przyjemna, luźna atmosfera wprowadzona przez osoby prowadzące to miejsce. To był sam początek na sezonowe moeche, typowe dla weneckiej laguny malutkie kraby o miękkiej skorupie. Były one słodkie, głęboko smażone podane na kremowej żółtej polencie (najlepszej jaką jadłam). Jest to lokalny specjał pojawiający się sezonowo, warty spróbowania wiosną lub jesienią.
Nasze lunche zakańczaliśmy kieliszkiem schłodzonego słodkiego wina na bazie poziomek. Jego smak był tak szczery i sugestywny, że moje kubki smakowe powędrowały do Polski, gdzie truskawki, maliny oraz poziomki nie mają sobie równych. Wino jest wyrabiane przez zaprzyjaźnione z rodziną osoby i nie ma go w karcie win. Jest to specjał wieńczący posiłek regularnej klienteli kochającej dobrze jeść.

Zapiekane Tagliatelle z Szynką oraz Sosem Béchamel/ Tagliatelle Gratinati pojawiło się w moich myślach podczas przechodzenia obok restauracji Harry’s Dolci (Giudecca). Danie wspaniale nadaje się do odgrzania, dlatego zawsze piekę dla nas podwójną porcję i na następny dzień ze smakiem dokańczamy to co pozostało. Rzecz obecnie (w dobie pandemii oraz prawie wszystkich posiłków domowych) bardzo dla mnie ważna i wygodna, nie do przecenienia.
Mamy już dobrze rozpoczęty sezon na szparagi, białe oraz zielone, i kilka tygodni temu podzieliłam się przepisem na Tartę ze Szparagami, Speckiem oraz Świeżym Kremowym Serem. Speck jest katalizatorem smaku, nadaje on potrawie lekko słonego i wędzonego posmaku, który harmonijnie współgra ze szparagami. W regionie Veneto szparagi podawane są pokryte sosem na bazie ugotowanych i rozgniecionych jajek, wymieszanych z dressingiem (musztarda, ocet z wina, oliwa). Oczywiście sos można zmiksować na gładką konsystencję. Jest to posiłek już sam w sobie, najlepiej przegryzany kromką chrupkiego chleba.
Czytając „Che la Festa Cominci” Niccolò Ammanitiego, powieść opisująca pewne sceny oraz wydarzenia rzymskiego społeczeństwa, natknęłam się na fragment, który w szczególności przykuł moją uwagę. Odnosi się on do frittaty di macceroni przygotowanej przez ciotkę Immę w Gaecie. Gaeta, w regionie Lacjum, jest znana ze swoich oliwek. Nie mogę ich kupić tutaj w Wenecji, ale są wszędzie dostępne oliwki taggiasche z Ligurii. Dodałam je wraz z kaparami do sosu pomidorowego, wymieszałam z makaronem, efektywnie przygotowując Pasta alla Puttanesca. Słynne proste danie, z którego na następnym dzień zrobiłam dla nas frittatę. We Włoszech to bardzo powszechny sposób wykorzystania tego, co pozostało z poprzedniego dnia. Wystarczy podsmażyć z obu stron płaski dysk zwartego pozostawionego na noc makaronu. W ten sposób otrzymujemy pyszne, lekko chrupiące szybkie danie makaronowe. W tradycyjnym przepisie nie ma filetów anchois, ale ja lubię je dodawać. Nadają one bowiem pewnego charakteru i wzbogacają smak dania.
Zanurzając się głęboko w prostotę połączoną z produktami o dobrej jakości oraz pasję, z którą Włosi gotują oraz jedzą, Spaghetti al Limone e Mascarpone zasługują na jedną z głównych nominacji. Świeży kremowy ser mascarpone, odrobina śmietany oraz intensywny, rześki i zniewalający aromat cytryny jest wszystkim, czego potrzeba do przygotowania niezmiernie szybkiego i znakomitego dania typu: lato na talerzu.
Dość często kupuję dla nas selekcją małych smakołyków z różnych cukierni i piekarni, jako że mają one różne oferty jak i wgląd do weneckiej słabości do słodyczy. Bardzo lubię niewielkie porcje tiramisu, w sam raz na jeden kęs, sprzedawane przez Pasticceria Tonolo. Ponadto, prócz zamiany ciasteczek savoiardi na biszkopt, Tonolo przekłada swoje tiramisu cienką taflą chrupiącej ciemnej czekolady, która wspaniale łączy ze sobą poszczególne komponenty.
Pachnące Wanilią oraz Przekładane Ciemną Czekoladą Tiramisù to moja domowa wersja tej kremowej przyjemności, zainspirowana właśnie cukiernią Tonolo (Dorsoduro) i mam nadzieję, że swoją znakomitością oraz prostotą urzeknie również Ciebie.
