


To był poranek, późny styczeń, wyraziste, błękitne i czyste niebo, delikatnie ogrzewające nas słońce, które wręcz zmusiło nas do odnalezienia okularów przeciwsłonecznych, spakowanych na dnie walizek ( oczywiście nie byliśmy na to przygotowani mieszkając w Anglii i Polsce ).
Uwielbiam zimę, a ten wspaniały, suchy mróz współgrający ze słońcem, zachęca do zatrzymania tej chwili na dłużej.
Po mału zbliżała się pora obiadowa a my byliśmy głodni, głodni smaków Włoch… tak różniących się w każdym regionie. Dwadzieścia odmiennych regionów i ich dialekty, odmienne wymagania żywieniowe i lokalne przepisy, które powstawały przez wieki wrzaw i podziałów historycznych. Regiony mogą ze sobą sąsiadować ale Włosi będą polemizować że jedzenie z ich regionu jest ponad wszystkie inne.
Tym razem już nie byliśmy w Rzymie turystami i zdecydowałam natychmiast wykorzystać nową kuchnię. Nie jest wielkim trudem tutaj znalezienie lokalnego sklepu spożywczego oferującego wspaniały wybór wędlin, szynek (suszonych bądź gotowanych), jeszcze większą różnorodność serów, grillowanych warzyw przechowywanych pod warstwą oliwy z oliwek (bakłażany i karczochy będące moimi ulubionymi ) i ogromne bogactwo wyrobów piekarskich. Do tego butelka czerwonego lokalnego wina na bazie winogron “cesanese “…. i byliśmy szczęśliwi.
W bardzo krótkim okresie czasu zafascynowało mnie podróżowanie po oddzielnych regionach Włoch, smakowanie lokalnych potraw oraz obserwowanie różnych metod ich przyrządzania przy wykorzystaniu sezonowych produktów. Nie wspominając już o winie, gdzie można wręcz poczuć się rozpieszczonym pod względem wyboru.
Już po pierwszych tygodniach pobytu w Rzymie, na mojej liście znalazły się dania, które od samego początku mnie zaskoczyły i ujęły swoim smakiem oraz wyborem składników. Minęło już kilka lat a ja nadal je uwielbiam i ponadto, sprawia mi przyjemność przygotowanie tych dań.
Dlatego, mój wybór pozycji do pierwszego wpisu na blogu nie był dal mnie trudny. Dodatkowo fakt, że mieliśmy gości na kilka dni, był perfekcyjną wymówką oraz okazją do uczty!
“Kiedy jesteś w Rzymie……postępuj tak jak Rzymianie”.
Na początek zaserwowałam: “carciofi alla romana”…. czyli “ karczochy po rzymsku”.


Kiedy karczochy są w sezonie (są to warzywa, które nie boją się zimna i w Rzymie można je kupić od jesieni aż do początku wiosny) widnieją w menu każdej restauracji, która serwuje kuchnię rzymską. Na samym początku może nie były one najłatwiejsze do przygotowania. Ale skoro praktyka czyni mistrza, ich obranie i oczyszczenie jest teraz dla mnie łatwe. Oczywiście można wybrać drogę na skróty i kupić już obrane karczochy, jednak mi sprawia satysfakcje wykonanie tej czynności samej i ja lubię wykorzystywać cała łodygę warzywa do gotowania, Tam jest kopalnia smaku.
Obrane karczochy wypełnia się drobno pokrojonymi, świeżymi ziołami i czosnkiem. Tradycyjnie używana jest “mentuccia”, zioło z rodziny mięty, które rośnie na terenie środkowych i południowych Włoch, jako zamiennik można dodać świeżą miętę.
My zakochaliśmy się w “karczochach po rzymsku”. Co jakiś czas przyrządzam je w inny sposób, jakkolwiek, my uwielbiamy tą kompozycję smaków z lekko dominującym zapachem karczoch. Nie mogę się oprzeć podnoszeniu przykrywki i wąchaniu ich podczas gotowania….
Po przekąskach (a przed daniem głównym) we Włoszech podawane jest “il primo”, na które przeważnie składają się różnego rodzaju makarony,pasta, gnocchi lub risotto.
Ja wybrałam “tonnarelli cacio e pepe”, makaron typu tonnarelli z serem i czarnym pieprzem.
To danie na bazie jest mniej znane poza granicami Włoch, a szkoda, ponieważ jest absolutnie fantastyczne i uzależniające. Kremowy sos otrzymuje się dzięki raczej hojnej porcji startego: “Pecorino Romano” ( twardy ser owczy). Każdy dom, restauracja, trattoria ma swój przepis i proporcje. Bardzo często miesza się sery, Parmezan z Pecorino ( który jest dość mocnym, ostrym serem) aby złagodził smak sous.




Po przerwie pomiędzy daniami i po zagorzałej dyskusji o różnych wariantach i metodach ugotowania “cacio e pepe”, przyszedł czas na “coda all vaccinara”, czyli ogon wołowy (duszony na małym ogniu przez kilka godzin) z kilkoma składnikami: selerem naciowym ( kluczowy składnik oprócz mięsa ), sosem z pomidorów i białym winie. Ogon jest gotowy kiedy mięso wręcz samo odchodzi od kości i jest tak miękkie że prawie rozpływa się w buzi. To jest jedna z tych potraw, którą szczególnie lubię , ponieważ jest idealna, kiedy przyjmuję gości. Zazwyczaj przygotowuję ją dzień wcześniej, bez żadnego pośpiechu przy powolnym gotowaniu mięsa, które akurat wymaga ta część wołowiny. Ponadto, jest to fantastyczny sposób na wykorzystanie raczej mniej popularnej części, kawałka mięsa i “przywrócenie go do życia”.


Kuchnia rzymska jest oparta na kilku skromnych i prostych składnikach. Nikt nie powiedział że należy do lekkich. Pomimo bliskości do morza to mięso dominuje w menu Rzymian.
Nie można mieć uczty bez deseru!
Przechodziliśmy przez dzielnicę żydowską (Ghetto) tyle razy zanim odkryłam jej największy skarb: “torta con ricotta e visciole”, tarta z serem ricotta i wiśniami. Ta mała piekarnia na rogu, nie przykuwająca za dużo uwagi, piecze najlepszą tartę z ricottą i wiśniami w Rzymie.
Co za wspaniały i pyszny przykład jedzenia żydowsko – rzymskiego w samym centrum miasta.
Po kilku próbach dopracowałam swój przepis na tą właśnie tartę i cieszy się ona sukcesem wśród naszych rzymskich przyjaciół. Oczywiście że mogłam od razu kupić już gotowe ciasto z piekarni “Boccioni” i to też byłby świetny deser dal nas. Ale skoro przygotowałam własnoręcznie każde danie, zdecydowałam upiec “moją” wersję tarty…. i była pyszna.


